Myszkując wśród miejskich zakamarków natrafiłem na niesamowity dom. Jeszcze kilka lat temu tętnił życiem, ale w pewnym momencie przestał być używany i jak się później okazało nawet nadzorowany... Po zimie pękły grzejniki, przez kilka dni (zanim ktokolwiek zauważył) woda rozpanoszyła się po większej części budynku. Później wodę odcięto, część z tego co wypłynęło odpompowano a reztę pozostawiono "do wyschnięcia". Tylko jak bez ogrzewania cokolwiek miałoby wyschnąć? Z biegiem czasu wilgoć i zimno przemieniły ten miły obiekt w obraz nędzy i rozpaczy. Wypaczone podłogi, odpadająca ze ścian - to widać na każdym kroku, ale są miejsca przy których to nawet ten widok wygląda sielankowo... W części najbardziej zawilgotniałej, Matka Natura w widoczny sposób powoli przejmuje panowanie i w tych miejscach pojawiły się przeróżne gatunki "roślinności" (zapewne pojawiły się tu też nowe, nieznane wcześniej gatunki). Ogólnie mówiąc ta sceneria pasowała idealnie jako tło dla jakiegoś filmu grozy... zresztą zobaczcie sami... 


to "coś" było kiedyś zdjęciem kota :)


ale system alarmowy wciąż działa ;-)


główni winowajcy - widać na ścianach rozbryzgi płynącej wody